Business Joomla Themes by Justhost Reviews

Swiadectwo Mariusza

Opublikowano: niedziela, 14, grudzień 2014

Jedni twierdzą, że około 40, inni, że około 50, mężczyźni rozpatrują swoje życie, oceniając na ile to, czemu się poświęcili ma realną wartość. Wybiegają oni również myślami w przód próbując przewidzieć jakie działania mogłyby zmienić zazwyczaj negatywną ocenę dotychczasowego dorobku.

Nie wiem czy dotyczy to wszystkich mężczyzn, ale w moim przypadku wydaje się to być prawdziwe. Wierzę, a doświadczenie zdaje się to potwierdzać, że każdy człowiek przynajmniej raz w życiu staje w obliczu pytań zasadniczych, pytań dotyczących naszego pochodzenia, istnienia i przeznaczania: skąd jestem, po co żyje, dokąd zmierzam. W zależności jakie odpowiedzi na te pytania człowiek wybierze, a pozostawienie tych pytań bez odpowiedzi też jest dokonaniem wyboru, jego życie przybiera określony bieg. Jako dzieci najczęściej zadawalamy się odpowiedziami podanymi nam przez naszych rodziców – rób to, tego nie można, to jest prawda, to kłamstwo. Chociaż patrząc na mojego prawie 3 letniego coraz mocniej nabieram przekonania, że od urodzenia sami jesteśmy dla siebie najwyższym autorytetem. Niemniej jednak w okresie nastoletnim dochodzimy do miejsca gdy odpowiedzi rodziców zdecydowanie przestają nam wystarczać i potrzebujemy zdobyć własne odpowiedzi na powyższe pytania. Jak większość nastolatków również i ja zakwestionowałem wartości rodziców nie dostrzegając, że to brak poczucia własnej wartości i doświadczenia bezwarunkowej akceptacji sprawiły, że motywem moich zachowań było pragnienie zdobycia aprobaty innych. W początkowej fazie adolescencji nie chodziło o rzeczy zewnętrzne, które z marszu można wskazać jako karygodne – upijanie się, palenie, kradzieże, ale w miarę upływu czasu, gdy wartości praktykowane (bądź czasami deklarowane) przez rodziców coraz bardziej stawały w konflikcie z odczuwanymi przeze mnie pragnieniami, narastał we mnie wewnętrzny konflikt. Punktem przełomowym było osiągnięcie przeze mnie pełnoletności. W tym właśnie momencie te naturalne hamulce puściły co doprowadziło do tego, że alkohol stał się dla mnie przepustką do zdobycia akceptacji i uznania. Paradoksalnie wtedy gdy będąc pijanym przestawało mi zależeć na akceptacji zyskiwałem ją. W chwilach upojenia miałem pozór tego, że jestem kimś wyjątkowym, kimś kto nie będzie musiał ponosić konsekwencji swoich wyborów ponieważ jest ponad nimi. Można by rzec, że moje życie toczyło się rytmem imprezowym przez ostatnie dwie klasy technikum i studia w NKJO w Chełmie. Po ukończeniu III roku wziąłem urlop dziekański, żeby wyjechać do Anglii. Taka byłą wersja oficjalna, podczas gdy tak naprawdę nie chciałem stawić czoła wyzwaniu jakim było dla mnie napisanie pracy licencjackiej. Wcześniej nie miałem problemu z zaliczeniem poszczególnych kolokwiów i semestrów, wkuwanie, ściąganie i zapominanie szło mi dobrze, ale napisanie pracy wymagało zaplanowanych, poukładanych, sformalizowanych działań, a to było poza moim zasięgiem. Tym bardziej, że dużo czasu pochłaniało mi studenckie życie. Z wyjazdu do Anglii nic nie wyszło, więc wylądowałem w domu jako pomocnik ojca przy wierceniu studni. Miałem z tego jakieś pieniądze, a przy minimalnych kosztach utrzymania na garnuszku u mamusi, mogłem lekko poszaleć z kolegami w czasie weekendów na zabawach w remizach strażackich. Wkrótce wpisałem się idealnie w ten styl życia chociaż wiedziałem, że prowadzi donikąd. Z tą świadomością postanowiłem coś zmienić i związałem się z dziewczyną, żeby nadać życiu sens i mieć odskocznię od kolegów. Jednakże, moje zachowania były na tyle utrwalone, że wkrótce i ona stała się ofiarą moich pijackich wyczynów. Nadzieja na zmianę uleciała. Okazało się, że idę na dno i nie mam szans, żeby sam się zmienić. Właśnie w tym czasie zadzwonił do mnie kolega z Chełma, żeby go odwiedzić. Myślałem, że szykuje się jakaś większa impreza lub też, że chce mi oddać dług, a on zaprosił mnie do kościoła jakichś tam Baptystów. Tam po raz pierwszy w życiu usłyszałem (nie wiem wcześniej może tylko słyszałem) przesłanie Ewangelii i odpowiedziałem na nie. Nie wszystko było dla mnie jasne, ale utwierdzony słowami, że owce znają głos Pasterza postanowiłem szukać dalej. Gdy wróciłem do domu i spotkałem się z moją dziewczyną, od razu zauważyła zmianę. Myślała, że kogoś sobie znalazłem i że chcę ją rzucić, ale gdy zacząłem jej opowiadać o tym co się wydarzyło, doszła do wniosku, że jest jeszcze gorzej. Jednakże, gdy wspólnie zaczęliśmy czytać Biblię, Duch Święty wprowadzał nas w poznanie Prawdy. Postanowiliśmy, że będziemy naśladować w swym życiu Jezusa. Doświadczyliśmy Jego mocy w tym, że uwolnił nas od nałogów. Widzieliśmy Jego wierność wtedy, gdy przyszły próby i prześladowania, gdy rodzice Kasi zakazali nam się spotykać, zamykali ją w domu i nie pozwalali czytać Biblii pomimo tego, że od czterech lat była już osobą pełnoletnią. Wtedy właśnie musiałem podjąć decyzję, która wymagała ode mnie odwagi i w której nie mogłem się schować za czyimiś plecami. Wiedziałem, że pójdę za Jezusem nawet jeżeli miałbym wszystko stracić. Przyszedł jednak dzień gdy Kasia zdecydowała, że wyjedzie z domu po to, aby wyjść za mnie za mąż. W ciągu tygodnia z pomocą ludzi ze zboru zorganizowaliśmy ślub i przyjęcie weselne. Był to dzień radości zmieszanej ze smutkiem ponieważ rodzice Kasi dotrzymali słowa i nie przyjechali na ślub. Jednak niedługo potem Bóg kolejny raz okazał się wierny i doprowadził do pojednania z nimi i dzisiaj rany tamtych wydarzeń zostały zabliźnione. Od tamtego czasu minęło prawie 15 lat na przestrzeni których doświadczyliśmy wielu Bożych błogosławieństw, spośród których największym są nasze dzieci. Są dla nas z jednej strony świadectwem Bożego działania – Gabrysia przyszła na świat w odpowiedzi na modlitwę o uzdrowienie narządów rodnych, Mateusz przyszedł na świat niedługo po tym jak Kasia poroniła i jego narodziny były dla nas wyrazem Bożej wierności i pocieszeniem. Z drugiej strony nasze dzieci są dla nas lekcją na temat Bożego wychowania. Przyglądają się ich zachowaniom niejednokrotnie widzimy nasze własne zachowania w odniesieniu do Boga i innych ludzi. Dostrzegamy to, jak trudno jest zrezygnować z własnego ja, własnej woli i poddać się woli innej osoby, co najczęściej przynosi opłakane skutki. Jak trudno przeciwstawić się naszemu największemu wrogowi, którym jest nasze własne ego, które nie chce podporządkować się Bożemu panowaniu. Patrząc z perspektywy prawie 15 lat chodzenia za Jezusem widzę, jak wiele błędów popełniłem, podejmowałem decyzje, które nie zawsze były trafne, jednak, ponad to wszystko dostrzegam Bożą miłość i łaskę, która przejawia się w tym, że to co u świata głupiego, to co niskiego rodu wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mądre. Za każdym razem gdy decydowałem uznać swoją słabość i niewystarczalność kierując kroki ku Bogu doświadczałem Jego prowadzenia i uwolnienia. Dostrzegałem realny wpływ jaki miało to na moje życie, moich najbliższych jak i innych ludzi wkoło mnie. Z drugiej strony ilekroć odrzuciłem Boże prowadzenie po czasie przychodziła śmierć pod różnymi postaciami – nadwątlone relacje, niewykorzystane okazje, zmarnowany czas, ludzie odchodzący do wieczności niepojednani z Bogiem. Ci ostatni to najbardziej bolesne wspomnienie i przypomnienie o tym, że w ostatecznym rozrachunku nie jesteśmy panami życia i śmierci, dlatego musimy wybrać tutaj na ziemi komu będziemy służyć, a nasza decyzja będzie miała wieczne konsekwencje.

Odsłony: 769